Sport, zakłady bukmacherskie, kasyno
Myślałam, że już mnie w życiu nigdy nic nie zaskoczy, mam wszak siedemdziesiąt lat, jestem babcią, a niedługo i prababcią zostanę. Miałam bujne życie, wiele dokonałam, ale na starość spodziewałam się tego, że mój mąż i ja się wreszcie ustatkujemy i zostanie nam sport w telewizji. Okazało się, że bardzo się pomyliłam. Mój ukochany znalazł sobie nową pasję, a jest nią hazard. Kiedyś w sobotnie poranki chadzał na ryby, teraz mu się odmieniło i w sobotnie wieczory wybiera… kasyno! Kiedy oświecił mnie po raz pierwszy, dokąd się wybiera, uznałam to za mały grzeszek, stwierdziłam, że to nawet miło, zabawi się i rozerwie. Jednak po pewnym czasie zorientowałam się, że ta zabawa może skończyć się płaczem. Na samej ruletce bowiem mój mąż nie poprzestaje. Zaczęły się zakłady bukmacherskie, przepuszczanie oszczędności, zarwane noce i kłótnie. Nie mieliśmy konfliktów przez czterdzieści pięć lat naszego związku, a teraz drzemy koty na okrągło. Postanowiłam coś z tym zrobić. Uznałam, że najlepiej będzie użyć broni, z której i on korzysta. Wybrałam się z przyjaciółką na kasyno. Początkowo mąż się z tego śmiał, jednak kiedy w zeszłym tygodniu wróciłam do domu o piątej nad ranem i przekazałam mu informację, że nasze konto jest już puste, bo za jego przykładem postawiłam dużą sumę, zerwał się na równe nogi i wymógł na mnie przyrzeczenie, że już nigdy tam nie pójdę. Odwdzięczyłam się, wymogłam na nim podobną obietnicę i już jestem spokojna.