Filmy przez Internet
Wychowałam się w kochającej się wzajemnie rodzinie, gdzie przekazywano nam od najmłodszych lat wartości moralne. Moje ciało zawsze było ważne, ale nie ja sama byłam najważniejsza. Nie oznacza to, że jestem jakaś chorobliwie świętoszkowata, ale znam granice przyzwoitości. A w dzisiejszych czasach zewsząd widzę ataki z podtekstem erotycznym. Nawet margarynę reklamuje półnaga panna z dekoltem jak stąd do Londynu! A zresztą filmy przez Internet ogląda dziś chyba co trzeci polak i nie wydaje mi się, żeby to były ambitne dzieła twórców niezależnych. Tam jest tylko sex, zabijanki i tyle. Ostatnio moja znajoma przyłapała swojego czternastoletniego syna na tym, jak oglądał z kolegami jakieś świństwa w sieci. Nikt nie mówi przecież, że seks jest zły, jest piękny, ale tylko wtedy, gdy jest intymny i miedzy dwojgiem kochających się ludzi. A nie jak towar na sprzedaż, który oferują nam zewsząd. Sama oglądam filmy przez Internet, ale nie po to, by się podniecić, ale po to, by nadrobić filmowe zaległości, bo np. nie mogłam iść na coś tam do kina. A dla młodzików liczy się tylko orgazm z wciąż nową panną i pokazanie kumplom, że kogoś zaliczyli.